Strona główna

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Demokracja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Demokracja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 maja 2016

Demonstracje

7 maja. W tym dniu w Warszawie maja się odbyć trzy duże manifestacje:
  • marsz Komitetu Obrony Demokracji — wspierają go niektóre partie opozycyjne, głównie PO.nowoczesna
  • parada Schumana, pochód zorganizowany przez miłośników Unii Europejskiej
  • marsz „Odwagi Polsko”, zorganizowany przez Ruch Narodowy.
Brakuje jeszcze tylko marszu zwolenników PiS i marszu zwolenników Kukiza'15. Właściwie, aby każdy mógł wybrać coś dla siebie, brakuje jeszcze tylko marszu pod hasłem Mamy wszystkich polityków tam, gdzie plecy racą swoją szlachetną nazwę.

KOD i jego zwolennicy są bardzo hałaśliwi. Zdaje się, że jedynym, co ich łączy, jest nienawiść do PiS, a w szczególności do Jarosława Kaczyńskiego. Ciągle mówią o obonie demokracji i konstytucji. Jednak, moim zdaniem, są całkowicie niewiarygodni. Gdzie byli ci wszyscy obrońcy demokracji, gdy PO, wspierane przez prezesa Trybunału Konstytucyjnego, łamało konstytucję? Gdzie byli, gdy PO nie stosowało się do niektórych wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Dlaczego wtedy nie protestowali?

Członkowie KOD często powołują się na orzeczenie Komisji Weneckiej. Jednym z nich była zmiana konstytucji. Tymczasem przeciwnicy PiS, oprócz ruchu Kukiz'15, nie chcą nawet słyszeć o jakiejkolwiek zmianie konstytucji.

Niezbyt rozumiem cel parady Schumana. Oficjalnie chodzi o poparcie dla Unii Europejskiej. Po co organizować manifestacje poparcia dla czegoś, co i tak niemal wszyscy popierają? Wprawdzie przeciwnicy PiS usiłują sugerować, że tylko oni są zwolennikami UE, ale przecież politycy wszystkich partii, z wyjątkiem Ruchu Narodowego, nie chcą wystąpienia Polski z UE. Ilu posłów ma Ruch Narodowy? Czterech, a i to nie jest pewne, bo po niedawnym zamieszaniu nie ma pewności, czy oni nadal są członkami Ruchu Narodowego. To nie jest żadna siła, przeciwko której trzeba by organizować manifestacje.

Skoro już jesteśmy przy paradzie Schumana, to… któż to taki ten Schuman?

Robert Schuman to francuski polityk. Żył w latach 1886–1963. W 1950 r. był jednym z trzech polityków, którzy doprowadzili do powstania Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali. W 1958 została przekształcona we Europejska Wspólnota Gospodarcza — organizację o charakterze gospodarczym. W roku 2004 do EWG dołączyła Polska. W 2009 r. powstała Unia Europejska — nowy twór gospodarczo–polityczny. EWG jest jednym z filarów UE. Co ciekawe, są państwa należące do EWG, ale nie będące członkami UE (np. Norwegia, Islandia).

Każda organizacja działa  w oparciu o przyjęte przez nią zasady. Jakimi zasadami kieruje się UE? Czy nadal tymi zdefiniowanymi przez Schumana? Obejrzyj ciekawy wykład na ten temat.

środa, 22 kwietnia 2015

Murzyńskość

Tu można już tylko zakląć i zadać retoryczne pytanie, czy w kraju, który wydał kiedyś Dmowskiego i Piłsudskiego, Kościuszkę i księcia Poniatowskiego, a całkiem niedawno Jana Pawła II, nastąpiło już ostateczne zbydlęcenie i zatracenie elementarnej godności i dumy, już nie narodowej nawet, ale zwyczajnie - ludzkiej?

I ewentualnie się pocieszyć odpowiedzią, że może nie w całym kraju, ale tylko w pewnej części elektoratu. Która jednak, niestety, okazuje się w tych wyborach ważna, i której władza z tego powodu szczególnie się chce podlizać.

Całe szczęście, że na wyborach świat się nie kończy.
Cały artykuł jest »tutaj«

piątek, 17 stycznia 2014

Życzliwość, z jaką elity Nowego Wspaniałego Świata wspierają kampanie na rzecz zastąpienia zielskiem tradycyjnych używek, tytoniu i alkoholu, ma moim zdaniem charakter systemowy i jest częścią problemu świata rządzonego przez zrost wielkich korporacji i ponadnarodowej biurokracji - świata, w którym coraz większe pieniądze dają coraz mniej licznym coraz większą władzę, a coraz większa władza coraz większe pieniądze. 
[...] Skutkiem marihuany jest wymóżdżenie. Badania kliniczne, potwierdzone ponad wszelką wątpliwość, pokazały, że kilka lat palenia − szczególnie w wypadku nastolatków − obniża IQ o kilkanaście punktów.
Źródło: Kpiny z choroby 
 Głupimi obywatelami rządy mogą łatwiej manipulować. Ot co!

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Demokracja - opium dla ludu

Zwolennicy demokracji często powołują się na cytat Winstona Churchilla, który miał powiedzieć: Stwierdzono, że demokracja jest najgorszą formą rządu, jeśli nie liczyć wszystkich innych form, których próbowano od czasu do czasu. Nie słyszałem jednak, żeby zbyt często cytowano inną wypowiedź tego samego Churchilla, który przy jakieś okazji stwierdził, że najlepszym argumentem przeciwko demokracji jest pięć minut rozmowy z przeciętnym wyborcą.

Jednym z dowodów, że demokracja jest tylko fikcją robioną na pokaz dla prostego ludu jest przypadek Andrzeja Mielczanowskiego. W latach 1992-1995 był ministrem spraw wewnętrznych. Był więc osobą dobrze zorientowaną. Pod koniec swojego urzędowania w Sejmie poinformował, że ówczesny premier RP, Józef Oleksy, współpracował z radzieckimi i rosyjskimi służbami specjalnymi. Józef Oleksy oczywiście wszystkiemu zaprzeczył, ale w tej sytuacji musiał podać się do dymisji. Spór między oboma panami miał rozstrzygnąć sąd. Sąd bardzo długo rozstrzygał tę sprawę. W końcu w połowie 2009 roku, po czternastu latach od wybuchu tej afery, sąd wydał wyrok uniewinniający.

Pomyślcie tylko: minister spraw wewnętrznych oskarża premiera własnego rządu o szpiegostwo na rzecz obcego kraju. I co? Właściwie nic. Ani Mielczanowski, ani Oleksy, nie zostali skazani. Ktoś przecież chyba miał rację, a ktoś inny kłamał, prawda? Jeżeli Mielczanowski miał rację, to Oleksy powinien teraz spędzać czas w najcięższym więzieniu. Jeżeli Mielczanowski oskarżył Oleksego nie mając dowodów, to on powinien siedzieć w tym więzieniu. Tymczasem obaj panowie chodzą sobie na wolności.

Wielu ludziom wydaje się, że to już odległa historia. Kogo dzisiaj obchodzi, co się działo 15-20 lat temu? Niewielu to obchodzi. A powinno! Ci ludzie, powiązani siecią nieformalnych układów, żyją wśród nas, są biznesmenami lub — co gorsza — politykami. Oni często decydują o jakości naszego obecnego życia, uchwalając przepisy dogodne dla nich, mając Polskę i Polaków.

wtorek, 22 listopada 2011

Ustrój polityczny

Oficjalna wykładnia jest taka, że żyjemy w demokratycznym państwie prawa. Są ludzie twierdzący, że w tym stwierdzeniu jest sprzeczność, ale zostawmy te spory politologom i filozofom. Jaki jest ten nasz system polityczny w rzeczywistości?

Jeżeli spytać polityka, to niemal każdy będzie nas zapewniać, że żyjemy w państwie demokratycznym. Taką samą wiedzę wtłacza się dzieciom w szkołach. Obserwując jednak reakcję przywódców Niemiec i Francji na pomysł, aby w Grecji zrobić referendum co do kierunków wychodzenia z kryzysu nasuwa podejrzenia, że coś nie tak jest z tą demokracją, przynajmniej w krajach Unii Europejskiej. Zresztą jest to chyba jeden z głównych zarzutów niektórych polityków wobec samej instytucji Unii Europejskiej: rządzą nami komisarze, których przecież nikt nie wybierał. To znaczy wybrali ich jacyś bliżej nieokreśleni politycy na zamkniętych obradach. Komisarze nie są nawet wybierani przez większość eurodeputowanych!

Skoro z demokracją to nie jest nic pewnego, to może chociaż prawo jest surowo przestrzegane. Jeżeli komuś zdarzy się nie zapłacić na czas jakiegoś podatku, to na ogół szybko przekonuje się, że prawo jest surowo przestrzegane. Czy jednak zawsze? W polskiej Konstytucji uchwalonej w 1997 roku był między innymi artykuł mówiący jasno, że obywatela Polski nie może sądzić inny niż polski sąd. Dopiero w roku 2006 nastąpiła zmiana konstytucji umożliwiająca ekstradycję polskiego obywatela do innego kraju. Tymczasem przed tą zmianą polskie sądy wyrażały zgodę na ekstradycję polskich obywateli. Polskie sądy jawnie łamały polską Konstytucję! Wygląda więc na to, że z tym surowym przestrzeganiem prawa też różnie bywa.

Żyjemy w państwie, w którym są pewne zewnętrzne, powierzchowne znamiona demokracji, ale przecież widać jak na dłoni, że wygrywa nie ta partia, która ma najlepszy program gospodarczy bądź polityczny, ale ta, która ma najlepszych fachowców od wizerunku. Również prawo jest w zasadzie przestrzegane, ale jeżeli możnym tego świata prawo przeszkadza, nie przejmują się nim zanadto. Nie dość, że w olbrzymiej liczbie przypadków prawo jest niejasne i nieprecyzyjne, to jeszcze nawet tam, gdzie jest jasno wyrażone, i tak niekiedy nie jest przestrzegane, nawet przez instytucje powołane do pilnowania przestrzegania prawa. Większość z nasz przyzwyczaiła się do tej sytuacji, ale — jeżeli się zastanowić — to sytuacja jest okropna dla obywateli Polski. Przecież na dobrą sprawę każdy z nas w może popełnić przestępstwo nawet o tym nie wiedząc. W dodatku nie możemy wymusić poprawienia prawa wybierając lepszych polityków, bo nie dopuszczą do tego partie posiadające najlepszych ekspertów od wizerunku.

wtorek, 11 października 2011

Władza i demokracja

Władza

Teoretycznie władzę wybiera większość. Teoretycznie władza wybrana przez większość zabiera część dochodów nielicznej mniejszości i rozdaje biedniejszej większości. W praktyce władza nie jest wybierana przez większość, tylko przez grupy lepiej zorganizowane i to im władza musi się odwdzięczać. Dlatego w praktyce władza zabiera większości i rozdaje nielicznym, którym zawdzięcza swój wybór.

Demokracja

Wszystkie partie polityczne, przynajmniej w Polsce, mają charakter wodzowski. Dlaczego mielibyśmy się spodziewać, że ludzie z tych partii będą wiedzieć, jak demokracja ma działać w skali państwa, skoro we własnej partii nie uznają demokracji?

poniedziałek, 5 września 2011

Wybory niepełnosprawnych

Właśnie słuchałem w radio audycji publicystycznej, w której promowano ideę, aby jak najwięcej ludzi niepełnosprawnych mogło brać udział w głosowaniu. Nie za bardo wiedzę w czystość intencji pomysłodawców tej kampanii, ale mniejsza o to.

W audycji wypowiadała się między innymi pani ze stowarzyszenia czy fundacji wspierania głuchoniemych czy jakoś tak (nie pamiętam dokładnie nazwy tej organizacji). Powiedziała, że jej organizacja wysłała do wszystkich dwudziestu partii politycznych działających obecnie w Polsce prośbę o przesłanie ich programu. Chcieli go przetłumaczyć na język Braile'a. Pani zbolałym głosem narzekała, że po dwóch miesiącach dostali e-mail z programem od jednej tylko partii.

Patrzcie państwo! To w Polsce mamy aż 20 partii politycznych, w dodatku działających tu i teraz? Wow! Mam prośbę do wszystkich, którzy nie wyobrażają sobie życia bez telewizora, bo przecież trzeba skądś czerpać informacje o świecie: prześlijcie mi nazwy tych dwudziestu partii politycznych, które obecnie działają w Polsce. Założę się, że 99% spośród was będzie w stanie wymienić tylko PO, PiS, SLD i PSL. A gdzie te pozostałe 16 partii? Jaką wiedzę o świecie daje wam ta wasza telewizja, bez której nie wyobrażacie sobie życia?

Mniejsza o te partie. Wróćmy do głuchoniemych. A któż by się przejmował programem tej czy innej partii!??? Kogo to obchodzi, oprócz coraz bardziej topniejącej garstki ostatnich naiwnych?

Ja tę panią nawet rozumiem. Udziela się w tym stowarzyszeniu czy fundacji, więc musi się wykazać. Jestem zresztą przekonany, że ona robi to przepełniona jak najbardziej szlachetnymi intencjami. Myślę jednak, że ci głuchoniemi nic na tym nie stracą. że nie poznają programów dwudziestu! działających obecnie w Polsce partii politycznych. Doskonale przecież wiemy, że te programy nie mają żadnego znaczenia! Podobnie jak te wszystkie obietnice w spotach wyborczych, wypowiedzi polityków dla mediów czy też cokolwiek, co którykolwiek polityk z tych czterech wymienionych wcześniej partii obiecałby w wywiadach lub debatach, których podobno wszystkie cztery partie chcą, a do których jakoś nie może dojść. Doskonale przecież wiemy, że to wszystko nie ma kompletnie żadnego znaczenia! Politycy obiecają nam wszystko, byleby tylko wygrać wybory. Jednak przez ostatnie 20 lat nauczyli nas, że nieważne co powiedzą przed wyborami, natychmiast po wyborach wszystko to starannie zapomną. Nie ma się więc czym podniecać.

niedziela, 17 kwietnia 2011

Skąd się biorą idiotyczne przepisy

Podczas Kongresu Nowej Prawicy, który dobył się niedawno w Warszawie, poseł Andrzej Sośnierz z PJN powiedział, że „w tym ADHD administracyjnym nie da się połapać. Tego ludzki rozum, rozum posła nie pojmie, ile my tam rzeczy uchwalamy. Nawet nie wiemy, co uchwalamy”.

Czyli posłowie głosują za lub przeciw ustawom, których nawet nie czytali, a więc których w ogóle nie rozumieją!

Boże! Chroń Polskę przed politykami!

piątek, 26 listopada 2010

Fikcja demokracji

Istniały też wszystkie dawne, republikańskie instytucje: senat, hierarchia zmieniających się co roku urzędników, a początkowo nawet gromadzenia wyborcze. Lecz była to tylko fikcja lub prawie fikcja. August bowiem zrozumiał — i było to odkrycie prawdziwie genialne! — że myśleniem i wyobraźnią większości ludzi rządzą pozory, hasła, nazwy. Kto posługuje się nimi umiejętnie i konsekwentnie, może wmówić każdemu niemal wszystko. Fikcja staje się realną siłą polityczną, taką samą jak armia i pieniądze. Zrozumiał też, że władza to nie sprawa tytułów i blichtru, lecz tego, ze trzyma się w ręku istotne nici kierownictwa, a także tego, że czyni się odpowiednie gesty, zgodnie z nastrojami i oczekiwaniami społeczeństwa.*
Czyż to nie przypomina obecnej sytuacji, gdzie działania głównych partii politycznych w ciągu dnia zależą od porannych wyników ostatniego badania opinii społecznej? Powyższe odkrycie ma ponad dwa tysiące lat, a nic się nie zmieniło.

*) Aleksander Krawczuk, Poczet cesarzy Rzymskich, str. 24

środa, 24 listopada 2010

Matoły

„Nic nie wiem o faszyzmie, i nic nie chcę wiedzieć, wystarczy mi wiedzieć, że faszyzm jest złem!” - oklaski. To skąd wiesz, wyjcu, że wyjesz właśnie na faszyzm, a nie na coś zupełnie innego? Na przykład na patriotyzm?
Zacytowany fragment pochodzi z tego felietonu. Niestety, cechą demokracji jest to, że matoły mają rację — bo stanowią większość.

czwartek, 24 czerwca 2010

Po I turze

Zakończyła się pierwsza tura wyborów Prezydenta RP. Według danych opublikowanych przez Państwową Komisję Wyborczą, rozkład głosów na poszczególnych kandydatów przedstawia się następująco:
Jak wiadomo, w tych czasach olbrzymi wpływ na preferencje ludzi mają media, a w szczególności telewizja. Dlatego według ordynacji wyborczej w okresie przedwyborczym wszyscy kandydaci mają mieć zapewniony równy dostęp do mediów. Zobaczmy więc, jak to zostało zrealizowane. Znalazłem tylko odpowiednie dane ogłoszone przez TVP.

Poniższy wykres pokazuje, ile razy poszczególni kandydaci byli prezentowani w TVP.
Rzecz jasna, od tego, ile razy kandydat był pokazany, ważniejsze może być, jak długo był lansowany. Zobaczmy więc ile minut TVP poświęciła poszczególnym kandydatom. Pokazuje to następny wykres.
Jestem przekonany, że po zakończeniu wyborów Państwowa Komisja Wyborcza ogłosi, podobnie jak po każdych poprzednich wyborach, że wszyscy kandydaci mieli jednakowy dostęp do mediów, a w szczególności do telewizji, w której byli jednakowo pokazywani.

Nie znalazłem odpowiednich danych z pozostałych telewizji. Jestem przekonany, że w ich przypadku proporcje będą mniej więcej takie same, jak w TVP.

Czy my na pewno żyjemy w państwie prawa? Może jednak mają rację ci, którzy twierdzą, że  cała ta demokracja to tylko fasada, a prawdziwe rządzenie odbywa się na innych zasadach?

Swoją drogą ciekawe, jakie byłyby wyniki wyborów, gdyby kandydaci rzeczywiście mieli równy dostęp do mediów.

środa, 16 czerwca 2010

Demokratyczne wybory

W demokracji nie jest ważne na kogo głosujesz, lecz to, kto układa listy wyborcze.

To proste spostrzeżenie dotyczy oczywiście wyborów parlamentarnych i samorządowych, gdzie głosuje się na partię, a nie na osobę. W dodatku o tym, kto zostanie posłem, decydują zarządy partii, a nie liczba głosów. Podobno we wszystkich partiach obecnych obecnie w Sejmie lub Senacie zasadą jest, że posłami lub senatorami w pierwszej kolejności są członkowie najwyższych władz partii, bez względu na liczbę głosów, jakie zdobyli od wyborców. W następnej kolejności dobierani są pozostali kandydaci, zazwyczaj według największej liczby zdobytych głosów.

Powyższa reguła nie dotyczy oczywiście wyborów Prezydenta RP. Tutaj głosujemy na osobę. Jeżeli prezydent nie spełni obietnic przedwyborczych, można go z tego w następnych wyborach rozliczyć. Taka sama zasada powinna dotyczyć wyborów samorządowych i parlamentarnych, włącznie z wyborami do Europarlamentu.

czwartek, 3 czerwca 2010

W oparach demokracji

Warunkiem objęcia wielu stanowisk jest posiadanie wyższego wykształcenia. Dotyczy to oczywiście tylko stanowisk w instytucjach państwowych lub samorządowych. Tymczasem posłem, senatorem, ministrem czy prezydentem może zostać każdy, nawet jeśli nie ukończyłby szkoły podstawowej.

Wynikałoby z tego, że albo do kierowania państwem nie jest potrzebne jakiekolwiek wykształcenie, albo cała ta demokracja jest wyłącznie kosztowną atrapą.
Zdaje się, że coraz więcej ludzi nabiera przekonania, że demokracja jest wyłącznie atrapą. Czyż w przeciwnym razie ludzie głosowaliby na Polską Partię Przyjaciół Piwa? Ta założona dla żartu partia w wyborach w 1991 roku wprowadziła do Sejmu 16 posłów.

Można by pomyśleć, że to taki jednorazowy wybryk Polaków, którzy nieco zbyt długo żyli bez demokracji i wtedy nie byli do niej jeszcze dojrzali. Wydaje się, że taki pogląd nie wytrzymuje konfrontacji z rzeczywistością. Otóż w Islandii, kraju podobno mającym najstarszą demokrację w nowożytnej Europie, komik i kilku aktorów założyło Najlepszą Partię. Zdobyli sympatię wyborców obiecując bezpłatne ręczniki przy każdym gejzerze oraz sprowadzenie misia polarnego do stołecznego zoo. W kampanii wyborczej twierdzili, że mogą obiecywać więcej, niż jakakolwiek inna partia, bo i tak nie zamierzają dotrzymać wyborczych obietnic. W efekcie  będą mieć sześciu ludzi w 15-osobowej radzie miejskiej stolicy Islandii i będą w tam największą frakcją.

I jak tu wierzyć w demokrację?

środa, 2 grudnia 2009

Postępy demokracji II

Pisałem niedawno o wyborze prezydenta Unii Europejskiej oraz ministra spraw zagranicznych Unii. Prezydentem Unii został belgijski polityk Herman Van Rompuy, a ministrem spraw zagranicznych — Brytyjka Catherine Ashton. Nie jestem żadnym znawcą polityki międzynarodowej. Trochę się tym interesuję, ale o tych dwóch politykach nigdy nie słyszałem. Troszkę się więc zdziwiłem, gdy po raz pierwszy o nich usłyszałem. W końcu od wczoraj Unia Europejska stała się państwem (wszedł w życie Traktat Lizboński). Wydawało by się więc, że pierwszym premierem i ministrami będą wybrani najwybitniejsi europejscy politycy. Jeszcze bardziej się zdziwiłem, że również dziennikarze zgodnie twierdzili, że zostali wybrani politycy z drugiego rzędu. Czyżby rację mieli ci, którzy twierdzą, że będą oni tylko figurantami, a rzeczywistą władzę będą sprawować szare eminencje z największych państw europejskich (Niemcy, Francuzi, Włosi, Brytyjczycy).

Poniżej prezentuję bardzo ciekawą wypowiedź na ten temat, wygłoszoną w Parlamencie Europejskim przez jednego z brytyjskich posłów w dniu 25 listopada 2009 r.



piątek, 27 listopada 2009

Rządzą nami agenci II

Pisałem już, że — moim zdaniem — rządzą nami agenci. Ostatnio znalazłem kolejny dowód potwierdzający tę tezę.

W Tygodniku Solidarność niedawno ukazał się wywiad z Lechem Wałęsą. Kto jak kto, ale były prezydent Polski chyba jest dobrze zorientowany w tych sprawach. W wątku dotyczącym lustracji i agentów pan Wałęsa powiedział między innymi, że
Oni [agenci] jeszcze dzisiaj są silniejsi od nas! [...] gdybym w tamtym czasie zrobił siłową lustrację, bo po pierwsze, nie byliśmy przygotowani, nie mieliśmy odpowiednich kadr, po drugie, agenci mnie podpuszczali. Nawet dzisiaj, po takich doświadczeniach, nie jesteśmy w stanie zrobić tego dobrze.
Czytałem gdzieś, że jeden z polskich ministrów spraw zagranicznych został odwołany ze swojego stanowiska gdy wyszło na jaw, że jest szantażowany przez osoby spoza Polski, że jeżeli będzie zbyt nieustępliwy w negocjacjach, to ujawnione zostaną dokumenty świadczące o tym, że w przeszłości współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa. Jest to całkiem możliwe, bo przecież jeszcze za rządów Olszewskiego jeden z urzędników MSW publicznie oświadczył, że akta agentów zostały w minionych latach utrwalone na trzech kompletach mikrofilmów, z czego dwa są poza granicami Polski. Wiele osób podejrzewa, że najprawdopodobniej jeden komplet  tych mikrofilmów mają Rosjanie, a drugi — Niemcy. Gdziekolwiek one są, ich posiadacze mogą tych ludzi skutecznie szantażować. Nie zaradzimy temu inaczej, niż przez ujawnienie wszystkich akt wszystkich agentów PRL.

sobota, 21 listopada 2009

Rządzą nami agenci

Niecałe dwa miesiące temu pisałem, że wiele wskazuje na to, że Polską rządzą (byłe?) służby specjalne. W tym samym duchu napisał ostatnio Rafał Ziemkiewicz na swoim blogu w Rzeczpospolitej. Przywołuje oficjalną wypowiedź generała Czesława Kiszczaka, który między innymi był ministrem spraw wewnętrznych w rządzie Mazowieckiego.
W 1989 roku przychodzili do mnie, jako do szefa MSW, działacze opozycji, którzy byli tajnymi współpracownikami SB, wywiadu i kontrwywiadu. Naciskałem na guzik. Odbierał szef biura, w skład którego wchodziły archiwa. Prosiłem o przyniesienie teczki. Następnie dawałem ją mojemu gościowi. A on na zapleczu gabinetu wrzucał dokumenty do niszczarki.

[...] na pytanie „Kim były te osoby?” były szef bezpieki odpowiada: Porządni ludzie − działacze, politycy. Niektórych do dziś oglądam w telewizji.

Trudno o bardziej cyniczne podsumowanie minionego dwudziestolecia. Wieloletni szef komunistycznego aparatu przemocy, zbrodni i łamania ludzi wystawia świadectwo moralności tym, którym oddał władzę − tajnym współpracownikom SB, wywiadu i kontrwywiadu: „bardzo porządni ludzie”. A ci, którym oddał władzę, wystawiają świadectwo moralności jemu: „człowiek honoru”.
To tylko kilka fragmentów. Warto przeczytać cały artykuł.

piątek, 20 listopada 2009

Postępy demokracji

Po podpisaniu Traktatu Lizbońskiego przez prezydenta Czech, Wacława Klasusa, powstało nowe państwo o nazwie Unia Europejska. Wprawdzie oficjalni propagandziści twierdzą, że to nie jest żadne państwo. No cóż… co to w takim razie jest, skoro ma swojego prezydenta oraz ministra spraw zagranicznych? Ma też swoją Policję, a Siły Szybkiego Reagowania mają być przekształcone w armię. Nie wątpię, że jest tylko kwestią czasu, gdy powstaną i inne stanowiska ministerialne. Przecież Unią rządzą biurokraci, a nieubłaganym prawem każdej biurokracji jest ciągłe rozmnażanie się poprzez tworzenie nowych stanowisk.

W tym nowym państwie nie ma ani jednego polityka bądź propagandzisty, który nie potrafiłby gładko i bez najmniejszego zająknięcia mówić o tym, jaka to demokratyczna jest ta Unia. A jak to wygląda w praktyce?

Unią kierują Komisarze (ministrowie UE). Komisarzami zostawali różni ludzie nie w wyniku jakichkolwiek wyborów, tylko w wyniku targowania się poszczególnych rządów. Istnieje również Parlament Europejski. Nie śledzę tego zbyt uważnie i być może ostatnio coś się w tym zakresie zmieniło. Jeszcze niedawno Komisarze traktowali decyzje Parlamentu jako zalecenia. Nie byli jednak tymi zaleceniami do niczego zobligowani. Innymi słowy, rządzili jak chcieli, a ten cały Parlament był tylko rodzajem listka figowego dla ciemnego tłumu.

Teraz, gdy na naszych oczach powstaje nowe państwo (Unia Europejska staje się państwem w świetle prawa międzynarodowego), są nowe stanowiska do obsadzenia: stanowisko prezydenta oraz ministra spraw zagranicznych. Oczywiście o żadnych demokratycznych wyborach na te stanowiska nikt nawet nie pomyślał. Polska zaproponowała, żeby choć pozory zachować i publicznie wysłuchać zamierzeń kandydatów przed ich wyborem. Pozostałe kraje wybiły nam to z głowy i Polska oficjalnie wycofała się z tego pomysłu. W tych okolicznościach nic już nie przeszkadzało w sprawnym wybraniu osób, które będą pełnić te zaszczytne funkcje. Decyzje zapadły na wieczornej kolacji podczas szczytu w Brukseli.

Ostatnio słyszałem w radio, że w Unii zawsze tak było, że w przypadku jakichkolwiek trudnych sytuacji wiążące decyzje podejmowano nieformalnie, podczas prywatnych spotkań w prywatnych domach polityków.

Najwidoczniej co mądrzejsi politycy doskonale wiedzą, że demokracja jest systemem niewydolnym.

poniedziałek, 16 listopada 2009

Wszystko dla naszego dobra III

Niedawno pisałem, że demokracja jest kalekim systemem — między innymi dlatego, że promuje wyborców przeciętniaków. Ci wyborcy przeciętniacy wybierają, parlamentarzystów przeciętniaków — w najlepszym razie. Nie spodziewałem się, że życie tak szybko podsumie mi kolejny przykład potwierdzający tę tezę.

Przeczytałem właśnie, że poseł PiS Waldermar Andzel zabiega, żeby solaria obowiązkowo rejestrowały imiennie wszystkich klientów. Uzasadnia to tym, że być może za kilkadziesiąt lat klienci solariów będą masowo wytaczać salonom sprawy cywilne na wzór dzisiejszych sądowych zmagań palaczy z koncernami tytoniowymi. Ewidencja klientów pomogłaby zabezpieczyć dowody.

W ciągu kilkudziesięciu lat mojego dorosłego życia czytałem już artykuły o szkodliwości różnych rzeczy. Za każdym razem zawarte w tych artykułach tezy poparte były badaniami naukowymi oraz przeważnie nazwiskami konkretnych naukowców. Z tego, co pamiętam, szkodliwe są między innymi:
  • alkohol
  • papierosy (niektórzy naukowcy twierdzą, że szkodzą bardziej niż lekkie narkotyki)
  • słodziki (np. aspartan dodawany do większości napojów i wielu przetworów)
  • mięso (zwłaszcza gdy go brakowało w sklepach)
  • masło (jak wyżej)
  • masło roślinne (badania były zdaje się sponsorowane przez producentów masła zwierzęcego, co oczywiście nie musi oznaczać, że nie były przeprowadzone rzetelnie)
  • miks masła zwierzęcego i roślinnego
  • pączki (bo wsiąka do nich zbyt dużo tłuszczu)
  • kawa (m. in. wypłukuje magnez z organizmu; chyba witaminę B również)
  • herbata (bo wysusza jelita, jeżeli dobrze pamiętam)
  • chipsy
  • hamburgery (nie wiem, czy były badania naukowe; jeden facet omal nie umarł, gdy przez miesiąc żywił się wyłącznie w McDonalds — był o tym kiedyś film dokumentalny)
  • wody gazowane
  • wszelkie napoje słodzone cukrem (ostatnio któryś z posłów chce obłożyć je dodatkową akcyzą z powodu szkodliwości cukru)
  • olej rzepakowy (podobno nadaje się tylko do maszyn, nie do jedzenia)
  • posiłki typu instant, takie jak zupy w proszku, chińskie zupki itp.
  • kurczaki (są mocno nafaszerowane antybiotykami i hormonami wzrostu; szczególnie niebezpieczne dla dzieci, zwłaszcza dla dziewczynek)
  • wędliny (są nafaszerowane saletrą i chyba glonami; coś muszą dodawać, żeby z 1 kg mięsa zrobić 2,5 kg wędlin)
  • soja (sama w sobie nie jest zła, ale dodaje się ją dosłownie do wszystkiego i w efekcie chcąc nie chcąc zjadamy jej za dużo)
  • sól (chyba podnosi ciśnienie)
  • jogurty (bo ich produkcja powoduje, że cząsteczki czegoś-tam w nich zawartego są zbyt małe i przenikają gdzieś-tam do naszego organizmu, w efekcie czego jedząc jogurty tyjemy)
  • cukierki (niszczą zęby dzieciom, poza tym od cukru się tyje)
  • napoje typu Red Bull (czytałem gdzieś niedawno, jakie mogą powodować spustoszenia w organizmie człowieka)
Pisząc ten tekst nie przypominam sobie innych szkodliwych produktów.  Z całą pewnością  lista szkodliwych rzeczy jest znacznie dłuższa. Jeżeli pan poseł chce być konsekwentny, to powinien również zażądać imiennego ewidencjonowania nabywców wszystkich tych produktów. Ich szkodliwość została przecież udowodniona naukowo. Być może za jakiś czas konsumenci tych produktów będą chcieli masowo skarżyć ich producentów o uszczerbek na zdrowiu spowodowany tymi produktami. Taka szczegółowa ewidencja pomogłaby zabezpieczyć dowody na potrzeby ewentualnych przyszłych procesów.

Kiedyś któryś z polityków zaproponował, żeby wszyscy kandydaci na parlamentarzystów przechodzili obowiązkowe badania psychiatryczne. Może to nie jest taki głupi pomysł, jak się wtedy wydawało. Może psycholodzy potrafią jakoś zmierzyć zdrowy rozsądek.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...