Strona główna

poniedziałek, 12 grudnia 2011

W obronie prawdy i wiary

Był sobie program publicystyczny w TVP. Cieszył się dużą oglądalnością. Mimo zmian terminu nadawania programu (co niemal zawsze powoduje spadek widzów) oraz, pod koniec, przesuwania pory nadawania na późne godziny wieczorne, oglądało go od grupo ponad pół miliona do prawie miliona widzów. Mimo to TVP postanowiła zdjąć program z anteny. Przynajmniej część odcinków programu można jeszcze obejrzeć w Internecie. Nie zdziwiłbym się jednak, gdyby i one stopniowo znikały z Internetu.

Program, o którym piszę, to Warto rozmawiać. Prowadził go Janek Pospieszalski. Ciekawe, co tak strasznie się władzy nie podobało w jego programach. Poniżej jedna z jego niezwykle ciekawych prelekcji.

środa, 7 grudnia 2011

Szczęśliwy związek i przemoc w rodzinie

Mniej więcej w 1998 roku na stronie internetowej Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej można było znaleźć plakat Krajowego Programu Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie. Możesz go obejrzeć obok. Gdy na niego spojrzysz, to co ci się rzuca w oczy w pierwszej kolejności? Ja przede wszystkim zauważam na nim złotą, lśniącą obrączkę. Czyż ten plakat nie budzi skojarzeń u oglądających, że rodzina to zagrożenie?

Kiedy w mediach piszą o szczęśliwej parze dwojga ludzi, niemal zawsze używają słowa związek, nawet jeżeli są małżeństwem. Kiedy jednak jeden z partnerów bije drugiego, to niemal zawsze jest to przemoc w rodzinie.

Można by na to lekceważąco machnąć ręką, że przecież to są tylko słowa, że nieważne, jakich słów się użyje — ważne żeby walczyć z przemocą w rodzinie. Według badań niektórych organizacji zajmujących się zwalczaniem takiej przemocy, występuje ona nawet w co dziesiątym związku.

Po pierwsze: dobór słów jest niezwykle ważny! Przykład? Proszę bardzo: jeżeli aborcję nazwiemy zabiegiem, to brzmi to zupełnie inaczej, niż gdy powiemy, że ta sama aborcja oznacza zamordowanie płodu, prawda? Inne przykłady? Obejrzyj »ten film«. Momentami jest trochę drastyczny, ale warto! obejrzeć go do końca.

Po drugie: te statystyki robią pracownicy organizacji bądź instytucji zajmujący się walką z przemocą. Oni dla mnie nie są wiarygodni, bo w ich interesie jest, aby wykazywać jak najwięcej przemocy, bo wtedy ich ranga rośnie, dostają więcej kasy na działalność itd. Nawet jeżeli nie zawyżają tych statystyk świadomie, to będą mieć naturalną skłonność do uznawania za przejawy przemocy w rodzinie nawet błahych zdarzeń. Że takie organizacje nie są wiarygodne pokazuje między innymi przykład jednej z organizacji do zwalczania dyskryminacji, która każdą bójkę, w której brał udział jakiś cygan, automatycznie zaliczała do zdarzeń o podłożu rasistowskim, nie zadając sobie trudu sprawdzenia, o co tak naprawdę tam poszło.

Wracając do tytułu tego artykułu — nie udało mi się znaleźć żadnych informacji o jakichkolwiek badaniach lub statystykach, z których można by wywnioskować, czy jest jakaś zależność między formalnym lub nieformalnym związkiem, a przemocą w nim. Podejrzewam, że takich badań nie ma, bo byłyby politycznie niepoprawne.


poniedziałek, 5 grudnia 2011

W obronie Wiary

Ostatnio przez media przetoczyła się fala dyskusji, dotycząca Kościoła Katolickiego. Źródła tej dyskusji wywodzą się z wystąpienia deathmetalowego (co za okropna nazwa!) zespołu, którego liter, Nergal, na scenie podarł Biblię, a wyznawców religii katolickiej nazwał członkami zbrodniczej sekty.

Przewodniczący Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami, pan Ryszard Nowak, wytoczył mu rozprawę o obrazę uczuć religijnych. Ponieważ była tylko jedna osoba, której uczucia religijne zostały obrażone, Nergal został uniewinniony. Ciekawe, ile uczucia religijne ilu osób trzeba obrazić, żeby sąd uwzględnił tę obrazę?

Niedawno Nergal został zatrudniony przez TVP jako juror w jednym z popularnych programów. To wzbudziło wśród wielu ludzi oburzenie. Jednak prawdziwą burzę wywołała wypowiedź księdza Adama Bonieckiego, który w wypowiedzi w publicznych mediach stwierdził, że nie widzi niczego złego w tym, że znany satanista jest przez TVP lansowany na gwiazdę.

Na to wystąpienie księdza Bonieckiego zareagował jego przełożony w Zgromadzeniu Księży Marianów nakazując mu, aby swoje publiczne wypowiedzi ograniczył do Tygodnika Powszechnego, którego ksiądz Boniecki był redaktorem naczelnym. Warto zwrócić uwagę, że nie księdzu Bonieckiemu nie zabroniono wypowiadać się publicznie. Nie mógł tylko występować w mediach, które wielu katolików uważa za co najmniej nieprzychylne Kościołowi.

Cóż takiego powiedział ks. Boniecki w tym wywiadzie. Otóż stwierdził między innymi,  że Nergal nie jest też satanistą, bo musiałby wierzyć w szatana, oraz że przyjął tylko taką grę, w której szerzy nienawiść. Twierdzi również, że człowiek pewny swej wiary nie będzie wszędzie węszył jej prześladowań.

Moim zdaniem pan Boniecki ma prawo uważać, że sataniści są czymś, co może funkcjonować w zdrowym społeczeństwie. Jednak ksiądz Boniecki nie powinien mieć najmniejszej wątpliwości, że sataniści stoją w jednym szeregu z największymi wrogami Kościoła!

Ciekawe, skąd Boniecki wie, że Nergal nie wierzy w szatana? Bo tak powiedział w jakimś wywiadzie? Może i tak, ale za to po wygranym procesie napisał, że Szatan znowu zwyciężył, a ostatnio — już po wybuchu tej afery, wystąpił na scenie parodiując księdza i uzdrawiał ciężko chorych przez położenie na nich swoich rąk. Czy takie zachowanie również nie oburza księdza Bonieckiego? To może oburza go to, że Nergal na innym występie krzyczał ze scenyJesteśmy bezczelni i aroganccy. Rzucamy wyzwanie Bogu. Kiedy wszyscy klęczą, stójcie z dumnie podniesioną głową. Rogi w górę!

Zapewne racja ma ksiądz Boniecki twierdząc, że prawdziwie wierzący nie powinni wszędzie węszyć prześladowań swojej wiary, ale — moim zdaniem — każdy wierzący powinien być czujny i zdecydowanie reagować na ewidentne przejawy obrażania swojej wiary. Jeżeli ktoś nie reaguje na to, że ktoś jego i jego współwyznawców nazywa sektą morderców, to wcale nie wierzy, a tylko co najwyżej praktykuje powierzchowny udział w obrzędach, bez zastanawiania się nad istotą swojej wiary.

Ludzie małej wiary

Zdaje się, że żądzą nami ludzie małej wiary. Najlepszym przykładem jest minister Rostowski, który odłożył na emeryturę półtora miliona złotych, ale w angielskim funduszu (odpowiedniku polskiego ZUS).

Znając ZUS minister finansów pokrywa w nim nadzieję, to znaczy ma nadzieję, że tam nigdy nie będzie jego pieniędzy. Bo co byście pomyśleli o ministrze finansów, który oszczędzałby w ZUS-ie? Idiota!

sobota, 3 grudnia 2011

Tak samo było w Polsce

W Chorwacji trwa kampania propagandowa za przystąpieniem tego kraju do Unii Europejskiej. Dokładnie tak samo było w Polsce. Nazywano to dyskusją, ale przecież nie było dyskusji — była tylko nachalna, wszechobecna kampania reklamowa.

czwartek, 1 grudnia 2011

Wielki kryzys 1929 a teraźniejszość

Historia wielkiego kryzysu, o którym wszyscy zapomnieli. Kiedy udało się z niego wyjść? Jakie błędy popełniono podczas kryzysu z 1929 r. i jak możemy wyjść z obecnego? Opowiada, w świetny sposób, przedstawiciel austriackiej szkoły w ekonomii, Tom Woods.

Jeżeli nie znasz zbyt dobrze języka angielskiego, to możesz sobie włączyć polskie napisy. W tym celu kliknij w litery „CC” na pasku pod filmem. Następnie wybierz napisy w języku polskim.

Jeszcze wygodniej będzie ci się oglądało (i czytało napisy), jeżeli rozciągniesz film na cały ekran. Możesz to zrobić klikając w symbol pełnego ekranu na powyższym pasku.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...