Strona główna

wtorek, 19 stycznia 2010

Akordeon

Akordeon jest ciekawym instrumentem. Dziwię się trochę, że nie jest bardziej popularny. Słyszałem niedawno w radio, że na akademii muzycznej jest to jeden z instrumentów, na którym obowiązkowo uczą się grać wszyscy studenci, ale bardzo go nie lubią. Dziwne, bo mało który instrument ma tak wielkie możliwości, jak akordeon. Być może to jest przyczyną tej niechęci — instrument o tak wielkich możliwościach dobrze wykorzystać potrafią chyba tylko muzycy o dużej wyobraźni muzycznej.

Większości ludzi akordeon kojarzy się albo z muzyką ludową, albo z melodiami, które dla współczesnej młodzieży niewiele różnią się od muzyki ludowej.


Skoro wcześniej wspomniałem o muzyce ludowej, to argument, że na akordeonie można również świetnie zagrać klasykę, nie będzie chyba za bardzo przekonujący.

Skierujmy się więc w kierunku współczesnych rytmów. Sądzę, że występ Marcina Wyrostka w programie Mam Talent widziało wielu Polaków. Ciekawe, czy na jego decyzję o występie w tym programie miał wpływ fakt, że rok wcześniej w słowackiej edycji tego programu finalistą został akordeonista Michal Cervienka (warto obejrzeć całość). Nadal są to jednak rytmy, które docenią chyba tylko bardziej wyrobieni muzycznie słuchacze.

Dla wielu może być zaskoczeniem, że akordeon doskonale sprawdza się w jazzie, co doskonale pokazuje choćby poniższa improwizacja (polski zespół Motion Trio oraz Bobby McFerrin).

Wirtuozi akordeonu, tacy jak Richard Galliano, potrafią doskonale pokazać siłę akordeonu. Innym przykładem jest Marc Berthoumieux.

Poza tym akordeon jest bardzo seksy, nieprawdaż?  ;-)

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Sutener


O ile się nie mylę, obowiązujące w Polsce prawo zezwala na sprzedawanie własnych usług seksualnych, ale czerpanie z tego jakichkolwiek korzyści przez osoby postronne bądź instytucje, czyli sutenerstwo, jest karalne. Wychodząc z takiego założenia państwo polskie nie opodat­kowuje w żaden sposób usług prostytutek, ponieważ byłoby to czerpanie korzyści z czyjegoś nierządu. Innymi słowy państwo stałoby się de facto sutenerem.

Tyle szlachetne założenia. Jednak już żyjący w XIX wieku hrabia Alexis de Tocqueville zauważył, że nie ma takiego okrucieństwa ani takiej niegodziwości, której nie popełniłby skądinąd łagodny i liberalny rząd, kiedy zabraknie mu pieniędzy. A że w kasie państwa polskiego rozpaczliwie brakuje pieniędzy, to już chyba nie ma żadnych wątpliwości. Nie ma się zatem czemu dziwić, że rząd zajął się sutenerstwem.

sobota, 9 stycznia 2010

Ekologicznie

Zabroniono produkować termometry rtęciowe, bo mogły by się stłuc, a rtęć jest bardzo szkodliwa. Tak na oko, mniej więcej raz na 10-15 lat tłukł mi się termometr. Mam na myśli sytuacje, gdy przydarzyło się to mnie lub moim bliskim, więc proszę tego nie mnożyć przez liczbę mieszkańców. Nie wiem, czy te kilka kropli rtęci ze stłuczonego termometru jest bardzo szkodliwe — zwłaszcza, że zaraz po wypadku wszystko było bardzo starannie sprzątane.

Zabroniono produkować tradycyjne żarówki, bo wprawdzie dają zdrowsze światło, ale zużywają więcej prądu, niż te energooszczędne. Produkcja żarówek energooszczędnych musi być znacznie droższa od produkcji tradycyjnych żarówek. Widać to po ich cenach. W tym kosztownym procesie produkcyjnym na pewno trzeba zużyć trochę energii. W dodatku te żarówki zawierają rtęć (albo jakiś jej związek). W każdym razie obowiązkowo muszą być utylizowane. W przeciwnym razie bardzo szkodzą środowisku.

Czytałem gdzieś, że jeżeli do energii zużytej przez taką energooszczędną żarówkę dodać całą energię zużytą do produkcji żarówek energooszczędnych oraz energię zużytą do utylizacji zużytych żarówek, to łączne zużycie energii jest podobne, jak w przypadku tradycyjnych żarówek. Nie znam się na tym. Myślę jednak, że to może być prawda, choćby i dlatego, że prawie nigdy te żarówki nie świecą tak długo, jak to deklarują ich producenci. W zasadzie nie zauważyłem, żeby świeciły jakoś specjalnie dłużej, niż żarówki tradycyjne. Próbowałem kupować żarówki różnych producentów. Nie zauważyłem większej różnicy żywotności między nimi.

Niektórzy twierdzą, że przymus używania żarówek energooszczędnych jest wynikiem lobbingu koncernów produkujących te żarówki. Podobno władowali kupę kasy w rozwój technologii ich produkcji, a niewdzięczni klienci nie chcieli ich kupować. Coś trzeba było zrobić, żeby ta forsa nie przepadła. W takich sytuacjach w dzisiejszych czasach argumenty ekologiczne są najskuteczniejsze, bo niemal nikt nie ma odwagi ich podważać.

Jak jest tą utylizacją żarówek energooszczędnych, każdy widzi. Teoretycznie nie wolno ich wyrzucać. W praktyce niemal nikt się tym nie przejmuje, a zużyte żarówki na ogół lądują razem z innymi śmieciami. Jeżeli nadal tak będzie, to pewnie za jakiś czas zabronią produkować żarówki energooszczędne, bo są za bardzo szkodliwe dla środowiska — podobno bardziej szkodliwe, niż stare poczciwe termometry rtęciowe.

Mam nadzieję, że do produkcji świeczek używane są same ekologiczne produkty. W przeciwnym razie…

środa, 6 stycznia 2010

Tango

Większość ludzi, słysząc słowo tango, wyobraża sobie bardzo rytmiczną, nieco drapieżną muzykę, a której partner co jakiś czas szarpie partnerkę, a ona w rewanżu chlasta go po twarzy różą trzymaną w zębach. Niewielu zdaje sobie sprawę, że to tango, które najczęściej mogą oglądać w różnych pokazach w telewizji, to tylko jedna z jego odmian, która wyodrębniła się z oryginalnego tanga. To oryginalne tango nadal się rozwija i nadal ludzie na całym świecie uczą się go tańczyć.
Całkiem inne, niż to szarpane, prawda?

poniedziałek, 4 stycznia 2010

Parytety

W myśl polskiej konstytucji mężczyźni i kobiety mają równe prawa. Niektórym działaczom najwyraźniej to nie wystarcza. Stąd pod koniec 2009 roku w mediach wiele było szumu o wprowadzeniu parytetów. Najpierw informowano, że chodzi o to, żeby w polskim parlamencie było tyle samo mężczyzn, co kobiet. Potem ta informacja została złagodzona, że na listach wyborczych ma być tyle samo mężczyzn i kobiet.

Równe prawa są pojęciem, które można różnie interpretować. Moim zdaniem oznacza to, że każdy ma jednakowe prawo decydowania, w co ma się zamiar angażować. Zwolennicy parytetów uważają najwyraźniej, że wolność wyboru, to za mało. Oczywiście uzasadniają to inaczej. Twierdzą oni, że kobiety są dyskryminowane przez szefów partii politycznych w ten sposób, że ci w ogóle nie umieszczają kobiet na listach wyborczych.

Faktem jest, że na listach wyborczych niewiele jest kobiet. Wątpię jednak, czy to jest spowodowane jakimś męskim uprzedzeniem do pań. Jakiś czasu temu byłem na kilku przedwyborczych spotkaniach z politykami. Za każdym razem na sali było kilkadziesiąt osób. Wśród nich za każdym razem były dwie lub trzy panie — wszystkie związane z obsługą spotkania (prawdopodobnie asystentki polityka). Skoro panie, mając swobodę wyboru, w większości w ogóle nie interesują się w polityką, to dlaczego je na siłę pchać do tego? Gdyby panie rzeczywiście tego chciały, to zagłosowałyby na Parię Kobiet. Nie tylko po wynikach wyborów widać, że większość pań nie zgadza się z tym. Część z nich nawet opublikowała w tej sprawie list otwarty.

Zresztą załóżmy, że zwolennicy parytetów mają rację. Czy w takim razie ustawowe zobligowanie szefów partii, żeby na listach była połowa pań, będzie wystarczające? Przecież wiadomo, że osoba będąca na pierwszym miejscu na liście ma dużo większe szanse zdobycia mandatu poselskiego. To jak to miałoby być? Czy teraz na pierwszych miejscach list miałyby być kobieta i mężczyzna ex eaquo?

Jeżeli rzeczywiście panie są ograniczone przez seksistowskich mężczyzn, to nie rozumiem, dlaczego równouprawnienie miałoby się ograniczać do polityki? Dlaczego nie wprowadzić ustawowego uprawnienia we wszystkich instytucjach? Na przykład przedszkola są wyraźnie zdominowane przez panie. Należałoby połowę z nich zwolnić i przyjąć na to miejsce mężczyzn. Skąd ich wziąć? Na przykład z kopalń i hut, które dla odmiany są zdominowane przez mężczyzn.

Zgodnie z projektem zwolenników parytetów mężczyźni i kobiety mają być reprezentowanie w równych proporcjach 50/50. Tymczasem, jak wiadomo, kobiet jest nieco więcej niż mężczyzn. W dodatku kobiety średnio żyją o 20 lat dłużej, niż mężczyźni. Czy to jest sprawiedliwe? Jeżeli mężczyźni i kobiety mają być reprezentowani po równo, to należało by powołać jakiś urząd, który co najmniej raz w roku weryfikowałby te nierówności i likwidował nadwyżki. W przeciwnym razie naruszona zostanie zasada reprezentatywności i sprawiedliwości społecznej.

sobota, 2 stycznia 2010

Krok w kierunku totalitaryzmu

Całkiem niedawno większość Polaków wymieniała stare dowody osobiste na nowe. Obecnie znowu mamy je wymieniać na jeszcze nowsze. Kilka miesięcy słyszałem, jak któryś poseł w jednej z audycji publicystycznych powiedział, że warto by się przy okazji zastanowić, czy całkowicie nie zrezygnować z dowodów osobistych. W końcu ich produkcja kosztuje, a przecież bez dowodów osobistych państwo może istnieć. Na przykład w Wielkiej Brytanii dowodów osobistych nigdy nie było i nadal nie ma. Nie zauważyłem, żeby taka dyskusja została podjęta. W każdym razie nie zauważyłem jej w mediach. Najwyraźniej wszyscy jesteśmy tak wytresowani, że życie bez dowodu osobistego jest dla nas nie do pomyślenia.

Ostatnio rząd ogłosił, że nowe, elektroniczne dowody osobiste zostaną wprowadzone na początku 2011 roku. Zapewnią one między innymi bezpieczeństwo transakcji zawieranych drogą elektroniczną, czyli będą miały moc podpisu elektronicznego.

Oznacza to również, że niektóre organy rządu (prawdopodobnie każda z kilkunastu polskich służb specjalnych) w praktyce będzie mogła utworzyć duplikat takiego dowodu i przy jego pomocy skompromitować każdego obywatela, praktycznie bez możliwości obrony z jego strony. Nie byłoby może problemu, gdybyśmy mieli zaufanie do tych agencji. Niestety, wydarzenia ostatnich 20 lat, a zwłaszcza ubiegłego roku, słaniają raczej do bardzo ograniczonego zaufania.

Przy okazji jeszcze jedna obserwacja: jak zapewne większość ludzi, nie za bardzo wierzę w sondaże. Zbyt wiele z nich jest ewidentnie zmanipulowanych w celu uzyskania pożądanych wyników. Sądzę jednak, że rząd dysponuje prawdziwymi, nie zmanipulowanymi danymi. Najwidoczniej wynika z nich, że przeważająca większość Polaków jest po prostu głupia. Inaczej nie umiem uzasadnić wiadomości, że nowe dowody osobiste będą wydawane bezpłatnie, bo zapłaci za nie państwo. Przecież państwo ma pieniądze z naszych podatków, więc i tak wszyscy za nie zapłacimy!

Swoją drogą coraz częściej w mediach słychać, że z polskimi finansami jest bardzo krucho. Niektórzy przewidują, że grozi nam krach podobny do argentyńskiego. Po co nam w tej sytuacji ta wymiana dowodów osobistych? Chyba tylko po to, żeby lepiej móc kontrolować obywateli.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...