Strona główna

środa, 7 lipca 2010

O co chodzi Platformie

Niewielką większością głosów Prezydentem RP został Bronisław Komorowski, jeden z czołowych przedstawicieli Platformy Obywatelskiej, pełniący dotychczas funkcję Marszałka Sejmu RP. Platforma Obywatelska, jak wszystkim wiadomo, cały czas chciała wywiązać się ze swoich zobowiązań wyborczych. Nie mogła tego zrobić, bo dotychczasowy prezydent, związany z PiS, z pewnością by zawetował wszystkie te wszystkie wspaniałe ustawy przygotowane przez rząd PO. Nawet dziecko zrozumie, że w tych okolicznościach Platforma nie mogła nawet próbować czegokolwiek zmieniać bądź reformować.

Na szczęście obecnie prezydentem został prominentny członek PO. Bronisław Komorowski z całą pewnością nie będzie wetować żadnych ustaw przedstawionych przez PO. W tych okolicznościach spodziewam się, że Platforma, mogąc nareszcie wywiązać się ze swoich zobowiązań, zacznie energicznie reformować gospodarkę, służbę zdrowia, szkolnictwo, system polityczny oraz inne ważne dziedziny życia publicznego.

Przypomnijmy sobie, do czego zobowiązała się Platforma Obywatelska zachęcając nas do głosowania na nich w ostatnich wyborach parlamentarnych.


Platforma obiecała nam:
  1. ograniczenie liczby posłów o połowę (po co nam aż 460 posłów?),
  2. zniesienie immunitetu (dlaczego np. posłowie nie mieliby odpowiadać za jazdę samochodem po pijanemu?),
  3. likwidacji senatu (oprócz 460 posłów jest jeszcze 100 senatorów) oraz
  4. wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych.
Czy choć jeden z tych postulatów zostanie zrealizowany?

sobota, 3 lipca 2010

W niedzielę pójdę... do lasu

Jutro II tura wyborów Prezydenta RP. Od początku tych wyborów wiadomo było, że — w dużym stopniu dzięki propagandzie mediów — do drugiej tury przejdzie Komorowski i Kaczyński. Od początku zastanawiałem się, na którego z nich powinienem ostatecznie zagłosować.

Interesuję się trochę polityką. Wydaje mi się, że znam przynajmniej niektóre mechanizmy, według których działają polityce w Polsce. Nie kieruję się reklamówkami prezentowanymi w telewizji (w ogóle nie oglądam telewizji). Niemniej wybór między Komorowskim i Kaczyńskim…

Jeżeli wybrany zostanie Kaczyński, będzie mógł wykazywać nieróbstwo i nieudolność rządu PO. To dobrze, ale jeżeli zostanie prezydentem, albo zupełnie straci kontrolę nad PiS, albo przynajmniej będzie mieć na to znacznie mniej czasu. W efekcie PiS, który jest przecież partią typu wodzowskiego, będzie poważnie osłabiony. Może się wiec okazać, że w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych PO, pozbawione silnej opozycji, uzyska taką przewagę, że będzie samodzielnie rządzić. Może się też okazać, że w następnych wyborach prezydenckich Kaczyński, pozbawiony wsparcia silnej partii, przegra je na rzecz kandydata PO. W ten sposób PO zyskałoby w ciągu kilku lat władzę absolutną.

Poza tym, jeżeli prezydentem zostanie Kaczyński, rząd PO nadal będzie mieć wymówkę, że nic nie robią, bo i tak Prezydent wszystko by im zawetował.

Komorowski, gdy się go słucha, ma rozsądniejsze poglądy. PO zawsze miała w programie zamiar wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych, podatku liniowego, obniżenia i uproszczenia podatków i ogólnie większą swobodę prowadzenia działalności gospodarczej. Gdyby to zrealizowali, byłoby to z pewnością korzystne dla Polski. Rzecz w tym, że nie należy mylić słów z czynami. O ile pamiętam, PO tylko raz zainicjowała w Sejmie dyskusję o jednomandatowych okręgach wyborczych. Tuż przedtem pokłócili się ze wszystkimi pozostałymi partiami obecnymi w Sejmie. W tych okolicznościach było 100% pewności, że ten projekt zostanie odrzucony. 

To rząd PiS, mimo że złożony w większości z socjalistów, obniżył podatki, zlikwidował podatek od spadków oraz wprowadził kilka innych udogodnień.

Jeżeli prezydentem zostanie Komorowski, rząd PO nie będzie mieć wymówek, że nie może realizować reform. Mogą się za to zasłaniać tym, że nie mają w Sejmie absolutnej większości, a na każdą reformę nie zgadza się ta czy inna partia, więc i tak nie da się ich przeprowadzić.

Podsumowując, mamy wybór między socjalistą, który być może będzie jednak próbować liberalizować gospodarkę, i tak zwanym liberałem, którego deklaracje i wiele działań jest w swoim charakterze zdecydowanie lewicowe. Wybór każdego z kandydatów może mieć katastrofalne skutki dla Polski. W tych okolicznościach prawdopodobnie skorzystam z rady Rafała Ziemkiewicza, i wybiorę się na spacer, szerokim łukiem omijając ewentualne lokale wyborcze.

piątek, 25 czerwca 2010

Kaczyński byłby katastrofą?

„Rzeczpospolita” w swoim portalu internetowym udostępniła artykuł Tomasza Nałęcza zatytułowany „Kaczyński byłby katastrofą”. Wynotowałem z niego kilka ciekawych fragmentów.
Musimy też pamiętać, że ewentualna wygrana Jarosława Kaczyńskiego da olbrzymi rozpęd jego partii. W tej sytuacji niemal pewny będzie sukces PiS w jesiennych wyborach samorządowych.
Ciekawe… Ostatnio większość komentatorów polityki, występujących w różnych mediach, twierdzi coś wręcz przeciwnego. Uważają oni, że PiS jest partią typu wodzowskiego. Jeżeli wódz zostanie Prezydentem, nie będzie mieć dość czasu dla swojej partii. PiS pozbawiony przywódcy może mieć poważne problemy z przetrwaniem.
A mając w swoich rękach zarówno pałac prezydencki, jak i samorządy, możliwości blokowania działań rządu będą olbrzymie. Przy tym na pewno każdego dnia PiS będzie oskarżał rząd, że nic nie robi.
Zastanawiałem się, czy w ogóle iść głosować w II turze wyborów. Ani Komorowski, ani Kaczyński nie jest z mojej bajki. Dla mnie jest to wybór między dżumą i tyfusem. Po przeczytaniu artykułu pana Nałęcza chyba jednak pójdę zagłosować. Szansa, że będzie ktoś, kto publicznie będzie wytykać nieudolność tym nierobom z PO, jest warta mojego głosu.
Wszyscy pamiętamy tę atmosferę strachu i podejrzliwości, która towarzyszyła rządom PiS z lat 2005 – 2007.
Pamiętacie? Baliście się wyjść na ulicę, gdy rządził PiS? Ja się nie bałem. Pan Nałęcz najwyraźniej się bał. Ciekawe, dlaczego?…

Owszem, pamiętam doskonale atmosferę strachu w mediach (i tylko w mediach). Nie ma się czemu dziwić. Przecież PiS obiecywał lustrację dziennikarzy. Zdaje się, że wielu z nich, jeżeli nie większość, współpracowała z różnymi tajnymi służbami.
Rządy Kaczyńskiego to jednak nie tylko poważne zagrożenia dla wolności obywatelskich Polaków, ale też dla naszych portfeli.
Daj nam Boże takie zagrożenia naszych portfeli! Przecież to rząd PiS obniżył podatki. A co nam dało PO?

Ciągle słyszę, że PO nie próbuje robić żadnych reform, bo Prezydent na pewno by je zawetował. Mam na to ochotę krzyknąć „Sprawdzam!”. Czy ktoś zna jakąś stronę internetową, gdzie można by się zapoznać z tymi świetnymi ustawami przygotowanymi przez ministrów obecnego rządu, a odrzuconymi przez Prezydenta?

czwartek, 24 czerwca 2010

Po I turze

Zakończyła się pierwsza tura wyborów Prezydenta RP. Według danych opublikowanych przez Państwową Komisję Wyborczą, rozkład głosów na poszczególnych kandydatów przedstawia się następująco:
Jak wiadomo, w tych czasach olbrzymi wpływ na preferencje ludzi mają media, a w szczególności telewizja. Dlatego według ordynacji wyborczej w okresie przedwyborczym wszyscy kandydaci mają mieć zapewniony równy dostęp do mediów. Zobaczmy więc, jak to zostało zrealizowane. Znalazłem tylko odpowiednie dane ogłoszone przez TVP.

Poniższy wykres pokazuje, ile razy poszczególni kandydaci byli prezentowani w TVP.
Rzecz jasna, od tego, ile razy kandydat był pokazany, ważniejsze może być, jak długo był lansowany. Zobaczmy więc ile minut TVP poświęciła poszczególnym kandydatom. Pokazuje to następny wykres.
Jestem przekonany, że po zakończeniu wyborów Państwowa Komisja Wyborcza ogłosi, podobnie jak po każdych poprzednich wyborach, że wszyscy kandydaci mieli jednakowy dostęp do mediów, a w szczególności do telewizji, w której byli jednakowo pokazywani.

Nie znalazłem odpowiednich danych z pozostałych telewizji. Jestem przekonany, że w ich przypadku proporcje będą mniej więcej takie same, jak w TVP.

Czy my na pewno żyjemy w państwie prawa? Może jednak mają rację ci, którzy twierdzą, że  cała ta demokracja to tylko fasada, a prawdziwe rządzenie odbywa się na innych zasadach?

Swoją drogą ciekawe, jakie byłyby wyniki wyborów, gdyby kandydaci rzeczywiście mieli równy dostęp do mediów.

środa, 16 czerwca 2010

Demokratyczne wybory

W demokracji nie jest ważne na kogo głosujesz, lecz to, kto układa listy wyborcze.

To proste spostrzeżenie dotyczy oczywiście wyborów parlamentarnych i samorządowych, gdzie głosuje się na partię, a nie na osobę. W dodatku o tym, kto zostanie posłem, decydują zarządy partii, a nie liczba głosów. Podobno we wszystkich partiach obecnych obecnie w Sejmie lub Senacie zasadą jest, że posłami lub senatorami w pierwszej kolejności są członkowie najwyższych władz partii, bez względu na liczbę głosów, jakie zdobyli od wyborców. W następnej kolejności dobierani są pozostali kandydaci, zazwyczaj według największej liczby zdobytych głosów.

Powyższa reguła nie dotyczy oczywiście wyborów Prezydenta RP. Tutaj głosujemy na osobę. Jeżeli prezydent nie spełni obietnic przedwyborczych, można go z tego w następnych wyborach rozliczyć. Taka sama zasada powinna dotyczyć wyborów samorządowych i parlamentarnych, włącznie z wyborami do Europarlamentu.

czwartek, 3 czerwca 2010

W oparach demokracji

Warunkiem objęcia wielu stanowisk jest posiadanie wyższego wykształcenia. Dotyczy to oczywiście tylko stanowisk w instytucjach państwowych lub samorządowych. Tymczasem posłem, senatorem, ministrem czy prezydentem może zostać każdy, nawet jeśli nie ukończyłby szkoły podstawowej.

Wynikałoby z tego, że albo do kierowania państwem nie jest potrzebne jakiekolwiek wykształcenie, albo cała ta demokracja jest wyłącznie kosztowną atrapą.
Zdaje się, że coraz więcej ludzi nabiera przekonania, że demokracja jest wyłącznie atrapą. Czyż w przeciwnym razie ludzie głosowaliby na Polską Partię Przyjaciół Piwa? Ta założona dla żartu partia w wyborach w 1991 roku wprowadziła do Sejmu 16 posłów.

Można by pomyśleć, że to taki jednorazowy wybryk Polaków, którzy nieco zbyt długo żyli bez demokracji i wtedy nie byli do niej jeszcze dojrzali. Wydaje się, że taki pogląd nie wytrzymuje konfrontacji z rzeczywistością. Otóż w Islandii, kraju podobno mającym najstarszą demokrację w nowożytnej Europie, komik i kilku aktorów założyło Najlepszą Partię. Zdobyli sympatię wyborców obiecując bezpłatne ręczniki przy każdym gejzerze oraz sprowadzenie misia polarnego do stołecznego zoo. W kampanii wyborczej twierdzili, że mogą obiecywać więcej, niż jakakolwiek inna partia, bo i tak nie zamierzają dotrzymać wyborczych obietnic. W efekcie  będą mieć sześciu ludzi w 15-osobowej radzie miejskiej stolicy Islandii i będą w tam największą frakcją.

I jak tu wierzyć w demokrację?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...