Strona główna

sobota, 14 lutego 2009

Czym jest tango argentyńskie?

Kilka dni temu pewien znajomy zadał mi pytanie: Czym dla ciebie jest tango? Co cię najbardziej rajcuje w tańczeniu tanga?
No właśnie... co jest niezwykłego w tangu argentyńskim? W Internecie znalazłem na to pytanie co najmniej kilka odpowiedzi. Pod wszystkimi mogę się podpisać – wyrażają to, co ja myślę o tym tańcu, to jak ja go czuję.
W portalu TangoClub na stronie O tangu znalazłem kilka bardzo trafnych spostrzeżeń.
  • Tango to harmonia kobiety i mężczyzny; harmonia ruchów ciał, przez którą wyraża się harmonia ich odczuwania. Harmonia ta jest jednocześnie wynikiem opanowywania namiętności, pożądania, które są wpisane w naturę kobiety i mężczyzny.
  • Tango to intymność, indywidualna, jednorazowa, wyjątkowa relacja pomiędzy partnerką a partnerem. To zmysłowość, czułość, ciepło, bezpieczeństwo.
  • Tango to jedyny w swoim rodzaju taniec, w którym choć byśmy nie chcieli musimy! wejść w rolę partnerki i partnera – mężczyzny i kobiety w stu procentach. Tu nie ma miejsca na letniość… To taniec zmysłowy, to sensualność, która aby była prawdziwa, prawdziwym musi być to, co dzieje się pomiędzy partnerami
  • Tango to bycie razem tu i teraz przez magiczne trzy minuty. Emocje i głębokie i odważne (zwłaszcza wymaga to od kobiet) otwarcie się na partnera; poczucie odpowiedzialności za kobietę i otaczanie jej opieką; elegancja, piękno.
  • Tango to taniec, który uczy rozwoju jako kobiety lub mężczyzny. Tango to poznawanie i przekraczanie granic. Jest to trudny taniec, który dzięki swym trudnościom stanowi wyzwanie i radość po ich przekroczeniu.
Znalazłem też ciekawy wywiad Ewy Czerwińskiej z Małgorzatą Fajrant – psychologiem i psychoterapeutą, zatytułowany Bez ciebie nie będzie tanga. Właściwie mógłbym zacytować cały ten wywiad. Poniżej wynotowałem kilka najcelniejszych uwag z tej rozmowy.
  • Bardzo ważne jest to, że w tangu kobieta i mężczyzna są w prawdziwych rolach. On jest prawdziwym mężczyzną – pewnym siebie, wiedzącym czego chce, przewidującym, którędy będzie szedł i ochraniającym kobietę w tańcu przed innymi parami. Wie, kiedy się zatrzymać. A kobieta, jeśli ma do niego zaufanie, może mieć zamknięte oczy. Pozwala się prowadzić.
  • W tangu argentyńskim rozmawiamy bez słów, mimo to jest dialog. Słuchamy swojego ciała i ciała partnera, bo one mają być ze sobą w zgodnym due­cie. W tangu zawarte są wszystkie emocje. Poruszone są wszystkie zmysły: dotyku, węchu, do tego jeszcze ruch.
  • [Podczas tańczenia] nie myślę o tym, co było wczoraj, co będzie jutro. Jest dziś, teraz i nic innego się nie liczy.
  • Tańcząc tango można się poczuć wolnym. Muzyka i bliskość drugiej osoby uspokaja.
  • Tango to nie jest walka. To wzajemne dopełnienie się. Rola kobiety w tym tańcu jest nie do zastąpienia. Kobieta może być prawdziwą kobietą, a mężczyzna prawdziwym mężczyzną. Ale ktoś jednak musi w tym tańcu prowadzić i to jest właśnie mężczyzna. Tak jak w seksie, nie przeskoczymy natury. Do tanga trzeba dwojga i myśli, że oto bez ciebie tego tanga nie będzie, dlatego jesteś mi potrzebny lub potrzebna, szanuję cię, podziwiam.
Przeglądając Internet znalazłem też krótką sentencję, która - moim zdaniem - jest kwintesencją tanga: cztery nogi, dwa ciała, jedno serce.

Na koniec zacytuję kilka opinii z filmu nakręconego przez czeską telewizję, zatytułowanego Tak se tančí tango argentino v Praze. Można go obejrzeć przez Internet.
52 minuty. Nízká kvalita oznacza niską jakość, Střední kvalita oznacza średnią jakość, a TV kvalita – jakość telewizyjną (najlepszą). Do okna oznacza żądanie wyświetlenia filmu w oddzielnym oknie; Szkoda, że nie wszystko w tym filmie rozumiem.

  • Tango to najbardziej erotyczny taniec.
  • Każde tango to trzy minuty miłości (tyle mniej więcej trwa typowe tango argentyńskie)

Dziwne - śnieg w środku lutego

Jest połowa lutego, środek zimy. Wiele osób jest zaskoczonych, że spadł śnieg.





A miało być ocieplenie... Czyżby z tym ociepleniem to była bujda?

sobota, 20 grudnia 2008

Nie-tolerancja

Kiedyś gdzieś przeczytałem, że w pojęciu tolerancja jest zawarta wewnętrzna sprzeczność: tolerancja nie jest tolerancyjna wobec nietolerancji. Uznałem wtedy, że zabawnie to brzmi, ale jest – jak dla mnie – nieco zbyt trudnym problemem filozoficznym. Czasem jednak mam wrażenie, że to zdanie po prostu jest prawdziwe.

Przeczytałem dzisiaj o karze, którą udzielono kilku szkockim strażakom za to, że odmówili uczestnictwa w paradzie gejów i lesbijek. Mieli podczas tej parady w służbowych mundurach rozdawać jakieś ulotki. Część ze strażaków tłumaczyła się, że nie mogą pójść na tę paradę z powodów religijnych. Przedstawiciele środowisk gejowskich wyrazili zadowolenie z tej kary.

To jak to jest z tą tolerancją? Przecież ci strażacy nie wystąpili przeciwko gejom. Nic złego im nie zrobili. Nie chcieli tylko być z nimi kojarzeni. Czy to taka straszna zbrodnia? Zupełnie nie rozumiem, dlaczego ukarano strażaków tłumaczących się względami religijnymi.
Zdaje mi się, że tu wcale nie chodzi o tolerancję. Znaczenie tego słowa, podobnie jak wiele innych, jest w ostatnich czasach przekręcane, zwłaszcza w Europie. Codziennie można zauważyć proces powstawania nowomowy. Te same wyrazy systematycznie są używane w przekręconych znaczenaich.

środa, 12 listopada 2008

Nowomowa

Od pamiętnej Rady Gabinetowej wiemy już, że kryzys finansowy Polsce nie zagraża, bo fundamenty są zdrowe, a już specjalnie – system bankowy. Dlatego właśnie trzeba będzie udzielić bankom finansowego wsparcia [...]. Ale to jeszcze nic, bo najlepszym zabezpieczeniem przed kryzysem będzie dopiero przyłączenie Polski do strefy euro. Wprawdzie najświeższe prognozy głoszą, że wzrost gospodarczy w strefie euro może być w najbliższym czasie zerowy, ale właśnie dlatego powinniśmy do tej strefy wejść z naszą gospodarką opartą na mocnych fundamentach, żebyśmy im pokazali, iż Polak potrafi. Jeśli nie my – to kto, jeśli nie teraz – to kiedy?
Róbmy sobie na rękę!


Przez cały przedłużony weekend nie mogłem włączyć telewizora, żeby zebrani w studiu goście nie zanosili się oburzeniem na posła Artura Górskiego, nie rwali włosów z głowy, jak można było powiedzieć coś równie skandalicznego jak poseł Górski, względnie nie licytowali się w pomysłach na ukaranie posła Górskiego za ten potworny skandal, jakim była jego wypowiedź. Przy czym w licytacji tej jego partyjni koledzy szli o lepsze z posłami PO i Lewicy.

W końcu wyłączyłem telewizor i zajrzałem do Internetu, co też tak skandalicznego powiedział wspomniany poseł. Powiedział, okazało się, że zwycięstwo Baracka Obamy to katastrofa i koniec cywilizacji białego człowieka.

Skoro już wlazłem do Internetu, postanowiłem poczytać sobie, jak też sukces Obamy komentują wybitni intelektualiści. W komentarzach ich okazała się dominować radość, że zwycięstwo Obamy to początek końca dominacji białych mężczyzn oraz stworzonej przez nich patriarchalnej cywilizacji, opresyjnej wobec mniejszości i niszczącej klimat.


Dwa różne cytaty z jednego dnia. Jeżeli umiesz jeszcze samodzielnie myśleć, znajdziesz takie kwiatki niemal codziennie.

Pozdrowienia od George'a Orwella. Przeczytaj, póki jeszcze możesz...

poniedziałek, 3 listopada 2008

Przekręt

Czytałem jakiś czas temu o uznanym na świecie guru od wizerunku (public relations). Niestety, nie pamiętam jego nazwiska. Ten guru zasłynął między innymi opinią, że w tajemnicy trzeba utrzymywać tylko drobne przekręty, bo w wielkie i tak nikt nie uwierzy.

Mam nieodparte wrażenie, że oto na naszych oczach dzieje się naprawdę wielki przekręt, a my wszyscy przechodzimy obok niego obojętnie.

Niedawno w USA wybuchł kryzys. Jak wiadomo, polega on mniej wiecej na tym, że okazało się, że fikcyjne pieniądze wypłukane z powietrza przez filutów z Wall Street jednak nie są nic warte. Od tego czasu słowo kryzys powtarzane jest w różnych odmianach niemal w każdych wiadomościach we wszystkich mediach. Nie słyszałem jednak ani razu, żeby choć jeden dziennikarz choć przez chwilę zastanawiał się poważnie, kto jest temu wszystkiemu winien. Rozumiem, że dziennikarz muzyczny może nie mieć pojęcia o ekonomii, ale chyba przynajmniej komentatorzy ekonomiczni powinni mieć o tym jakieś pojęcie. Czyżbyśmy mieli wśród dziennikarzy samych debili?

Oczywiście politycy skorzystali z okazji, żeby poprawić swój wizerunek. Nic tak nie poprawia wizerunku polityka niż wydanie 700 miliardów dolarów na ratowanie filutów z Wall Street, prawda? No ale skoro wielki nie może upaść, to nie może i basta. Jak tylko rząd USA uratował te ich upadające banki, to zaraz zarząd jednego z nich ufundował sobie miesiąc pobytu w jakimś luksusowym ośrodku ze SPA i innymi atrakcjami. Fajnie jest bankrutować, jeżeli jest się wielkim bankiem. Nie dość, że nikt nawet palcem w bucie im nie pogroził, to jeszcze odpoczęli sobie w luksusach.

Wypadek przy pracy? Można by tak pomyśleć. Ale dzisiaj przeczytałem o kolejnym wypadku przy pracy. Otóż Royal Bank of Scotland miał tak wielkie kłopoty, że rząd Wielkiej Brytanii musiał go wspomóc dwudziestoma miliardami funtów ratując go przed upadkiem. I co? I zarząd banku przeznaczył niemal dwa miliardy funtów na premie dla pracowników departamentu inwestycji. Tego samego departamentu, który praktycznie doprowadził własny bank do bankructwa.

Któryś z wybitnych polskich filozofów (niestety nie pamiętam – który) zwykł był mawiać, że przypadkiem coś się może zdarzyć raz. Jeżeli zdarza się więcej razy, to nie są to żadne przypadki, lecz znaki.

Ktoś myślący samodzielnie mógłby pomyśleć, że skoro jakiś bank upadnie, to na jego miejsce chętnie wejdzie inny bank. Niby logiczne, ale skoro wielki nie może upaść to nie może i basta! Widać, że banki mają dość kasy na urabianie polityków. Co też pomyślałby sobie ktoś myślący samodzielnie o kaście polityków, którzy dają się tak urobić? Cynicy (część) i durnie (reszta).

Dziwnym trafem nikt też się nie zastanawia, jakie będą skutki tego wspomagania systemów bankowych. Rząd USA przeznaczył na to 700 miliardów dolarów. Unia Europejska zdaje się dwa razy więcej. Skąd rządy wezmą te pieniądze? Moim zdaniem są dwie możliwości: albo ściągną od obywateli w formie bezpośrednich lub pośrednich podatków, albo dodrukują. Na mój chłopski rozum oba sposoby spowodują gwałtowny wzrost inflacji. Oj, będzie się działo – będzie ciekawie...

sobota, 1 listopada 2008

Piękno kobiety

Spotkałem jakiś czas temu pewną kobietę. Nie chodzi mi o intymne spotkanie. Ot, po prostu znajoma. Trudno mi określić jej wiek. Sądzę, że ma mniej więcej 35 lat. Jest ładna. Gdy się uważniej przyjrzeć, widać trochę, że już nie ma 18 lat. Dziwne trochę, że taka ładna kobieta, a najwyraźniej jest sama.

Po pewnym okresie znajomości zauważyłem, że ona przy każdej możliwej sytuacji zerka w lusterko. Przegląda się gdzie tylko może. Najpierw pomyślałem, że po raz pierwszy w swoim życiu spotkałem prawdziwego narcyza. Po nieco dłuższej znajomości coraz bardziej wydaje mi się, że ona po prostu walczy z upływem czasu, że to ze strachu przed zębem czasu czuje potrzebę ciągłego sprawdzania, czy nadal jest tak atrakcyjna jak kiedyś, czy nadal przyciąga wzrok mężczyzn.

Żal mi jej trochę. Nie zrozumiała prostej rzeczy: jest tylko jeden sposób, żeby kobieta zachowała urodę do końca swoich dni. Trzeba znaleźć odpowiedniego mężczyznę. Trzeba go w sobie rozkochać, ale też samej się w nim zakochać. Trzeba dbać, żeby ta wzajemna miłość trwała, pielęgnować ją. Wtedy zamiast w lustrze powinna się przeglądać w jego oczach. W jego oczach zawsze będzie piękna.

Innego sposobu nie ma. To takie proste, a takie trudne zarazem...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...